WŁASNOŚĆ INTELEKTUALNA

Pomysły powinny trafiać na rynek

Dlaczego w Dolinie Krzemowej wszyscy wszystkim mówią niemal wszystko o swoich innowacyjnych pomysłach? Odpowiedzi jest kilka: bo szukają pieniędzy na ich zrealizowanie, bo potrzebują partnerów, z którymi stworzą zespół, wreszcie – bo nie boją się, że ze swojej własności intelektualnej zostaną okradzeni. W najbardziej innowacyjnym miejscu na świecie nowatorskie rozwiązania nie tylko się wymyśla i dyskutuje o nich, ale także chroni. A jak jest w Polsce?

Liczby nie kłamią?

Jeśli za wskaźnik sukcesu przyjąć liczbę zgłaszanych do Urzędu Patentowego RP wynalazków i wzorów użytkowych, to mamy powody do zadowolenia. Od kilku lat zgłoszeń przybywa. Podczas gdy w 2010 r. było ich około 4 tys., rok temu już prawie 5,5 tys. Postęp jest wyraźny i utrzymuje się na tyle długo, że możemy mówić o stałym, zwyżkowym trendzie. Zdaniem Andrzeja Pryży, zastępcy prezesa Urzędu Patentowego RP, prawdziwą miarą sukcesu są jednak nie same zgłoszenia, a ich jakość, mierzona liczbą wdrożeń do przemysłu. – Wartość ochrony własności intelektualnej dla gospodarki kryje się nie w tym, że ktoś dokona zgłoszenia w Urzędzie Patentowym, lecz w tym, że dzięki prawnemu zabezpieczeniu swojego wynalazku czy wzoru użytkowego wprowadzi na rynek innowację i uzyska przewagę konkurencyjną. Tymczasem tylko 6 proc. patentów kończy się wdrożeniem. Nic dziwnego, skoro statystyki dotyczące zgłoszeń wynalazków i wzorów użytkowych są lustrem, w którym odbijają się zmiany, jakie zaszły bardziej w nauce niż gospodarce – zauważa Andrzej Pryża.

Od kilku lat zgłoszeń do Urzędu Patentowego przybywa. W 2010 r. było ich około 4 tys., rok temu już prawie 5,5 tys.

Najwięcej zgłoszeń generują uczelnie wyższe, które w ten sposób „nabijają” sobie punkty do oceny parametrycznej (im więcej zgłoszeń w Urzędzie Patentowym, tym więcej punktów i tym wyższe finansowanie z budżetu państwa). – To świadczy o aktywności pracowników naukowych – komentuje Andrzeja Pryża – ale optymalna sytuacja z punktu widzenia gospodarki jest wtedy, kiedy zgłaszane wynalazki odpowiadają na realne potrzeby przedsiębiorców, a nie są jedynie efektem aktywności samych naukowców. Odwrócenie porządku, czyli najpierw badanie potrzeb gospodarki, potem wymyślanie innowacyjnych rozwiązań i wreszcie ich patentowanie, jest najwłaściwszą ścieżką rozwoju. Na szczęście, ścieżka ta także i w Polsce staje się coraz bardziej uczęszczana. Wielu przedsiębiorców, zwłaszcza tych myślących o eksporcie, szuka nowych źródeł przewagi konkurencyjnej. O rynki i klientów zamiast ceną chcą rywalizować innowacyjnością swoich produktów, usług, technologii. Dlatego ochronę własności intelektualnej – pozyskanej na podstawie własnych badań lub przy współpracy z sektorem nauki – traktują nie jako wydatek, lecz inwestycję.

Biznes pod ochroną

Porównanie ochrony własności intelektualnej do inwestycji jest trafne co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, na początku konieczne jest poniesienie pewnych nakładów, po drugie – ich zwrot nastąpi wówczas, gdy zastrzeżone rozwiązanie doczeka się realizacji i trafi na rynek. Mimo to ci którzy „zainwestowali”, zwykle nie żałują. Pomysł, który staje się prawnie chronioną własnością intelektualną, ma większe szanse na finansowanie i rozwinięcie się w prawdziwy biznes, a w przypadku firm o ugruntowanej pozycji może znacząco zwiększyć zyski. Dla przedsiębiorców działających na globalnym rynku zabezpieczenie innowacyjnej technologii czy produktu jest wręcz koniecznością. Joanna Ossowska z poznańskiej firmy Fibaro nie wyobraża sobie biznesu bez ochrony. – Posiadamy aktywnie działający dział R&D, który ciągle tworzy nowe urządzenia. Działamy w dość niszowej jeszcze branży, jaką jest bezprzewodowa automatyka budynkowa. Nasze produkty, sprzedawane na całym świecie, tworzą nowe standardy zarówno pod kątem miniaturyzacji, jaki i designu urządzeń inteligentnego domu, zatem właściwa ochrona przyczynia się do poprawy naszej pozycji konkurencyjnej oraz opóźnia ewentualne próby podrabiania – twierdzi.

Nielegalne kopiowanie rozwiązań konkurencji jest dość częstą praktyką. Ochrona własności intelektualnej nie daje gwarancji uniknięcia tego problemu, ale stwarza większe szanse na jego rozwiązanie. Przedsiębiorcy posiadający prawo wyłączne na dane rozwiązanie mają wiele sposobów dochodzenia roszczeń z tytułu szkód, jakie spowodowało jego bezprawne wykorzystanie. Czasami wystarczy samo wezwanie o zaprzestanie nielegalnych działań. Wezwanie takie, poparte informacją o prawnej ochronie własności intelektualnej, może wiele zmienić. Wobec wyjątkowo opornego „pirata”, który nie chce odstąpić od nieuczciwych praktyk, trzeba jednak wytoczyć najcięższe działa. – W przypadku braku reakcji na wezwanie, gdy naruszenia własności intelektualnej są jednoznaczne, warto skierować do sądu przedprocesowego wniosek o zabezpieczenie roszczeń, na przykład poprzez zablokowanie na czas procesu działalności naruszającej dobra niematerialne – wyjaśnia Bartosz Joźwiak, radca prawny specjalizujący się w prawie własności intelektualnej i konkurencji. Następnym krokiem jest wytoczenie powództwa. Sprawy o naruszenie dóbr niematerialnych rozpatruje się w trybie postępowania cywilnego. Eksperci podkreślają, że dla rozstrzygnięcia sporu kluczowe jest zabezpieczenie materiału dowodowego, świadczącego o nielegalnym wykorzystaniu własności intelektualnej. Warto to zrobić jeszcze przed wysłaniem wezwania do zaniechania naruszeń. Przedwczesne zawiadomienia „pirata” daje mu możliwość „zacierania śladów”.