Prawo do pracy

baru „Smaki Radości” przy ul. Fredry 3 w Dębicy

W Jarosławiu produkują domki dla owadów, w Rymanowie-Zdroju dbają o zieleń, a w Dębicy robią meble, pracują w barze i pralni. W całym regionie przybywa osób z niepełnosprawnościami, które aktywnie poszukują pracy. A potrzeby są ogromne. Na szczęście działają stowarzyszenia, których celem jest zapewnienie im satysfakcjonujących zajęć.

Z RPO WP, w ramach działania 8.1 Aktywna integracja osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym na projekty związane z aktywizacją zawodową przeznaczono już ponad 240 mln zł. Dla osób z niepełnosprawnością, zwłaszcza z orzeczonym znacznym stopniem niepełnosprawności oraz z niepełnosprawnością intelektualną, wsparcie zaplanowano przede wszystkim w ramach rozszerzenia działalności zakładów aktywności zawodowej (ZAZ). To miejsca, gdzie osoby, które nie mają szans na zatrudnienie na otwartym rynku pracy, otrzymują pracę oraz rehabilitację. – Mimo ogromnych zmian w dziedzinie zatrudniania osób z niepełnosprawnościami w ostatnich latach, potrzeby są wciąż spore. Optymistyczne jest to, że do końca ubiegłego roku wsparciem objętych było 3655 osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym. Zgodnie z podpisanymi umowami do końca trwania projektów wskaźnik ten wyniesie 6077 osób – informuje Katarzyna Olechowska-Sadowska z Wydziału Integracji Społecznej EFS WUP w Rzeszowie. 

„Radosne” pomaganie 

– Każdy ma prawo do pracy, także osoba z niepełnosprawnością. Jeżeli nie pracuje, to znaczy, że nie stworzyliśmy jej odpowiednich warunków – twierdzi Paweł Morawczyński, wiceprezes Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Radość” w Dębicy. Takie podejście potwierdzają praktyczne działania. 

Stowarzyszenie powstało w 1994 r. jako wspólnota rodziców i przyjaciół osób z niepełnosprawnościami, by nawzajem się wspierać. Teraz to poważna instytucja, która zatrudnia prawie 200 osób, w tym 72 z niepełnosprawnościami. A liczba podopiecznych sięga niemal 300. Stowarzyszenie zaczęło swoją działalność od świetlicy terapeutycznej, gdzie dwa razy w tygodniu spotykali się rodzice i dzieci. W ofercie były gimnastyka i masaż, organizowano także zajęcia artystyczne i wycieczki, a część pracy wykonywali wolontariusze.

ZAZ, Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Radość” w Dębicy

– Ogromną szansą dla takich stowarzyszeń jak nasze stały się pieniądze unijne – uważa wiceprezes Morawczyński. Dzięki środkom z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki (PO KL) powstał Ośrodek Promocji Aktywności Zawodowej i Społecznej Osób NiepełnosprawnychRadość” w Korzeniowie w gminie Żyraków. Przez 4 lata przebywało tu prawie 30 osób, a kolejnymi 30 osobami stowarzyszenie opiekowało się w domach. Niestety po zakończeniu projektu ośrodek trzeba było zamknąć. – Niesamowitym odkryciem było dla nas wtedy to, że część naszych podopiecznych została przygotowana do pracy na otwartym rynku. Zobaczyliśmy, że dzięki projektowi wyszły z domu, otworzyły i przekonały się, że świat nie jest taki zły i można w nim funkcjonować – mówi Paweł Morawczyński. W 2004 r. utworzono Warsztaty Terapii Zajęciowej (WTZ) w Dębicy, a w 2007 r. kolejne w Bobrowej Woli, w budynku dawnej szkoły. Ich utworzenie i działalność współfinansuje PFRON oraz samorządy. W tym drugim przypadku 200 tys. zł na remont przekazała gmina Żyraków. Podopieczni takich placówek na co dzień objęci są rehabilitacją zawodową i społeczną. W WTZ działają pracownie tematyczne, m.in. gospodarczo-porządkowa, gospodarstwa domowego, rękodzieła artystycznego, medialno-komputerowa, ekologiczna, dziewiarstwa i szycia. Zatrudnione w nich osoby produkują m.in. ceramikę oraz meble marki „Radość”. Naturalnym rozszerzeniem tej działalności było powstanie w 2009 r. Zakładu Aktywizacji Zajęciowej w Woli Żyrakowskiej, na co stowarzyszenie również pozyskało wsparcie z PO KL. – Wtedy już wiedzieliśmy, że potrafimy dać niepełnosprawnym nie tylko opiekę i rehabilitację, ale też zatrudnienie. Stworzyliśmy pewien system. Osoby, które długo pracowały w WTZ, mogły przejść do ZAZ, a w tym pierwszym pojawiały się miejsca dla kolejnych – wyjaśnia Morawczyński.

Produkowanie ceramiki

Dania serwowane sercem 

Pomysł na otwarcie baru „Smaki Radości” przy ul. Fredry 3 w Dębicy pojawił się, gdy panie z pracowni gastronomicznej gotowały coraz lepiej. – U nas nowe projekty rodzą się wtedy, gdy jest grupa osób, która „czegoś” potrzebuje. Myślimy, co zrobić, żeby im skutecznie pomóc – dopowiada prezes Morawczyński. Stowarzyszenie wystarało się więc o dofinansowanie w wysokości prawie 1,6 mln zł z działania 8.1 Aktywna integracja osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym RPO WP. Załogę baru skompletowano w marcu ubiegłego roku. Do września trwały szkolenia, spotkania z psychologiem i doradcą zawodowym. – Chodziło o to, aby tak przydzielić stanowiska, by każdy był zadowolony i spełniał się w pracy – mówi Mariola Kędzielawa, kierownik w ZAZ, nadzorująca bar, pralnię i sklep. Wciąż jeszcze zdarzają się przesunięcia, gdy jakaś osoba nie odnajduje się w wyznaczonej roli lub nie jest zadowolona z pracy.

Pracownicy w kuchni Baru Radość

Szefowa kuchni Elżbieta Medygrał, która od lat pracuje w gastronomii, przyznaje, że na początku bała się, ponieważ praca w kuchni jest ciężka i dla osób z niepełnosprawnościami może być niebezpieczna. Dlatego ściany są oklejone różnymi ostrzeżeniami, np. żeby noży nie wkładać do zlewu. W kuchni zlikwidowano także wszelkie bariery i teraz pomieszczenie jest przygotowane nawet dla osób na wózkach. – Widziałam ich lęk i niepokój, bo dla nich to też było wyzwanie. Teraz mam satysfakcję, bo widzę, że z radością przychodzą do pracy – uśmiecha się pani Elżbieta. Przed przystąpieniem do pracy w zależności od rodzaju i stopnia dysfunkcji, osoby z niepełnosprawnością odbyły mnóstwo szkoleń. – Mamy Piotrusia, który smaży przepyszne naleśniki, Łukaszek chętnie wykonuje cięższe, typowo męskie prace, jest wtedy w swoim żywiole. Ja z kolei nauczyłam się pokory i akceptacji. Każdy ma inne predyspozycje, więc czasami wiele razy trzeba tłumaczyć, co ma zrobić – wyjaśnia pani Elżbieta.

Kelner Baru Radość

Trenerka Anna Filipecka, która zajmuje się utrzymaniem porządku na sali, również potwierdza, że obawiała się pracy z osobami z niepełnosprawnościami. – Myślałam, że będzie trochę jak z dziećmi. Jednak okazało się, że szybko się uczą, są szczerzy, jest dużo mniej konfliktów niż wśród ludzi zdrowych. Bardzo dobrze reagują, gdy zwracam im uwagę, natychmiast chcą to poprawiać – mówi pani Anna. Sama też na tej pracy skorzystała – nauczyła się cierpliwości i ze zdumieniem odkryła, że wraca do domu wyciszona. Dlatego nie wyobraża sobie innej pracy.

Jedną z pracownic jest Anna Zaręba, która przyszła do stowarzyszenia na staż, pracowała na stanowisku administracyjnym, potem zajmowała się pracami porządkowymi. Teraz pracuje w barze jako kelnerka. Na początku miała problem z liczeniem pieniędzy, powoli i mozolnie uczyła się obsługi kasy fiskalnej. – Poprzez pracę w barze otworzyłam się i jestem szczęśliwa. Mam swoich ulubionych klientów, pojawiają się napiwki. Wszędzie, gdzie mogę, reklamuję nasz bar – mówi pani Anna. Z kolei Agnieszka Dobies pracowała wcześniej w zakładach pracy chronionej i przez jakiś czas wychowywała syna. Teraz jednak woli wyjść z domu, bo znowu chce się czuć potrzebna. – W zakładach, w których wcześniej byłam zatrudniona, bywało różnie. Tu, gdy ktoś nie może czegoś zrobić w danym momencie, robi to ktoś inny. Jest taka domowa atmosfera – mówi z uśmiechem pani Agnieszka. Maria Szostak, która wcześniej pracowała w kuchni i pracowni haftu w WTZ, w barze najbardziej lubi piec ciasta. – Trenerki są fajne, można się pośmiać i mogę też liczyć na innych pracowników – cieszy się pani Maria. – Wszyscy moi pracownicy identyfikują się z miejscem pracy, żyją tym, analizują, co jest nie tak, starają się poprawiać swoje błędy. Są bardzo odpowiedzialni – dodaje kierownik Mariola Kędzielawa.

– Codziennie odwiedza nas około 200 klientów, do tego jest catering, jedzenie na wynos. W ofercie mamy zawsze danie dnia, pierogi, sałatki, hamburgery i słodkości – wylicza wiceprezes Morawczyński. Wśród stałych klientów jest m.in. właścicielka salonu kosmetycznego Katarzyna Pięciak. – Moim zdaniem bar stał się modnym miejscem w Dębicy. Przychodzą tu ludzie na stanowiskach, samorządowcy, biznesmeni, prezesi stowarzyszeń, policjanci. Wielu z nich bywa tu regularnie. Z opinii moich klientek wiem, że właśnie ze względu na to, że pracują w nim osoby z niepełnosprawnościami, bar jest taki lubiany – mówi. Ze śmiechem przyznaje, że zdarza się, że osoby za barem trzy razy pytają o to samo, czasem ruch ich przerasta, chcą szybciej, ale nie potrafią. Jej to jednak zupełnie nie przeszkadza. Od czasu do czasu bywają tu też dwie starsze panie, siostry Małgorzata i Irena. Jedna przez drugą opowiadają, że jedzenie jest smaczne, a obsługa cudowna. – Nieraz w najlepszej restauracji tego nie uświadczysz, wydaje się, że tam za karę pracują. A tu wszyscy są mili, prawdomówni i mają serce otwarte dla ludzi – mówi pani Irena.

– Tu zadziała się niesamowita rzecz. Osoby zdrowe wreszcie widzą pracę osób z niepełnosprawnościami. Zdarza się, że niektórzy przychodzą tylko dlatego, że mamy właśnie takich pracowników, bo lubią z nimi rozmawiać – nie ukrywa satysfakcji wiceprezes Morawczyński.

Czysta „Radość”

W tym samym budynku powstała również pralnia „Radość”. Pomysł jak zwykle zrodził się z potrzeby. W działającej w WTZ pracowni porządkowej osoby z niepełnosprawnościami uczyły się prania i prasowania. – Ileż można robić to samo bez przekonania, że to będzie potrzebne w pracy? – pyta Morawczyński. Dlatego stowarzyszenie na projekt o wartości 1,86 mln zł pozyskało dofinansowanie w wysokości ponad 1,58 mln zł z działania 8.1 RPO WP. Pralnia zatrudnia obecnie 10 osób z niepełnosprawnością oraz 3 trenerów. Wszystkie pracujące tu osoby odbyły wcześniej szkolenia z wyjazdowymi praktykami w innych pralniach włącznie. Skorzystał z nich m.in. Sebastian Rokosz, który na szkoleniu w Krośnie pracował przy maglu, prasował pościel, wyjmował odzież z pralek i ją układał. – Praca w pralni jest fajna. Największą zaletą jest to, że pracujemy w grupie, koledzy są weseli i pomagamy sobie nawzajem – opowiada. Pralnia ma świadczyć usługi m.in. dla przedszkoli, szpitali, hoteli, ale też dla osób indywidualnych.

Pracownica pralni Radość prasuje ubranie

Obydwa te miejsca to nowe oddziały dębickiego ZAZ-u. – Świat się wreszcie zmienia, osoby z niepełnosprawnościami przynoszą pieniądze do domu, bo pracują. Są traktowane normalnie zarówno przez społeczeństwo, jak i rodzinę. I to jest dla mnie najważniejsze – podsumowuje Paweł Morawczyński.

Barbara Kozłowska