Więcej opowieści, mniej statystyki

Podczas tegorocznego Europejskiego Tygodnia Regionów i Miast (EUWRC) uczestników korzystających z Twittera obiegła wiadomość napisana przez jednego z uczestników: „Ludzie są mniej zainteresowani suchymi liczbami i faktami, wolą wsłuchiwać się w autentyczne opowieści. Musimy narracją przekazać emocje”. Po tym tweecie w sieci rozgorzała dyskusja.

Temat podjęli politycy, specjaliści od komunikacji i dziennikarze. – Polityka spójności jest chyba najbardziej widoczną częścią Unii Europejskiej, dotykającą milionów mieszkańców. Naszą słabością jest to, że nie udaje nam się skutecznie komunikować, jak dużą rolę Fundusze Europejskie wywierają w naszym życiu. 60-70% ludzi nie ma pojęcia, co UE dla nich robi – powiedziała Corina Creţu. – Reforma strategii komunikacji jest absolutnie konieczna, by dotrzeć do głów i serc obywateli Europy. – Niech ten apel nie pozostanie tylko pustymi słowami, ale przybliży nas do konkretnych działań – wtórował jej holenderski eurodeputowany Lambert van Nistelrooij. Z kolei Clarissa Hirst, australijska dziennikarka, a obecnie pracownik naukowy jednego ze szwedzkich uniwersytetów, napisała na swoim blogu: – Wierzę, że informacje na temat polityki spójności UE i jej wpływu na życie mieszkańców mogą być dużo lepiej podane.

Siła Facebooka, siła Twittera

Autorem zacytowanego na początku tweeta jest Claudio Nichele. Jego notatki z konferencji i warsztatów to nie zdania, lecz rysunki. Swój talent wykorzystuje też w wizualnej promocji projektów europejskich. Czasem jeden rysunek może więcej powiedzieć niż zapisana tekstem broszura promocyjna. – Z całego serca zgadzam się z panem Nichele, że to, co jest potrzebne, to historie, a nie statystyki. Wiele razy podczas Europejskiego Tygodnia Regionów i Miast słyszałam powtarzany jak mantrę fakt, że każde euro wydane w ramach polityki spójności przynosi wartość dodaną rzędu 2,7 euro. To miła statystyka. Mogę zrozumieć, dlaczego to jest powtarzane tak często. Ale jakie to ma znaczenie dla nauczyciela w szkole wiejskiej w Hiszpanii? Albo studenta Erasmusa z Czech studiującego w Szwecji? Albo dla matki, która w pełnym wymiarze czasu pracy dba o trójkę dzieci w Polsce? Gdzie i jak te pieniądze są wydawane oraz jak możemy na tym skorzystać – to interesuje wszystkich! – pisze na swoim blogu Clarissa Hirst.

Sugestie Claudio Nichele i Clarissy Hirst odnoszą się nie tylko do skutecznego informowania o polityce spójności czy Funduszach Europejskich. Na Facebooku i Twitterze ludzie dzielą się swoimi emocjami na temat pracy, rodziny i wakacji, załączając zdjęcia, filmiki i rysunki. Taką komunikację, opartą na autentycznej narracji, z powodzeniem można wykorzystać w promocji projektów. Nowe przedszkole, pracownia komputerowa, wyjazd z misją gospodarczą to efekt zaangażowania i ciężkiej pracy konkretnych osób. To można atrakcyjnie pokazać! Planując zatem stronę internetową, wydawnictwa cyfrowe lub papierowe, festyny bądź spotkania, zaprośmy dziennikarzy, blogerów, fotografów, kamerzystów i artystów. Zaplanujmy budżet promocyjny w taki sposób, by zaangażować te osoby do tworzenia interesujących treści na temat naszego projektu, oferując odbiorcom bardziej przystępny przekaz o jego efektach. Dodatkową zaletą zaangażowania pracujących na własny rachunek autorów, fotografów i filmowców jest rozwój lokalnej społeczności freelancerów.

Inną, równie świetną formą promocji, jest otwarcie projektów. Część projektodawców przyłącza się do majowej akcji Ministerstwa Rozwoju „Dni Otwarte Funduszy Europejskich”. To dobrze, ale kilka dni w roku to za mało, gdy przez ponad 360 dni mieszkańcy oglądają jedynie tablice informacyjne. Warto otworzyć projekty przez dłuższy czas, zapraszać mieszkańców, dzielić się swoją wiedzą i pasją, chwalić się dorobkiem. To zachęci do korzystania z efektów naszych przedsięwzięć i zarazi do myślenia nad nowymi, być może lepszymi przedsięwzięciami.

Andrzej Szoszkiewicz